Coraz więcej pytań, coraz mniej odpowiedzi w sprawie zaginionego w piątek samolotu malezyjskich linii lotniczych z ponad 200-oma osobami na pokładzie. Nadal brak jakichkolwiek wskazówek dotyczących miejsca, w którym znajduje się maszyna. Na dodatek szef malezyjskiej armii zaprzeczył wczorajszym doniesieniom, jakoby zaginiony samolot widziany był nad Cieśniną Malakka.

Takie informacje wczoraj zelektryzowały światowe media, ale przede wszystkim rodziny pasażerów. Według źródeł, na które powoływała się wczoraj agencja Reuters, samolot miał zawrócić z drogi do Pekinu i co najmniej przez godzinę – lecieć bez emitowania sygnału na niskiej wysokości.

To z kolei świadczyłoby o tym, że przez cztery dni skupiano się na poszukiwaniach w złym miejscu.

ZOBACZ TEŻ: Wciąż bez śladów Boeinga. Trzecia doba poszukiwań

Te informacje dziś zdementował szef malezyjskich sił zbrojnych. Wciąż nie ma żadnych poszlak, które mogłyby skierować śledczych na trop zaginionej maszyny. Interpol wczoraj „raczej” wykluczył wątek terrorystyczny. FBI uważa zaś, że na tym etapie pod uwagę powinny brane być wszelkie scenariusze.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Tomasz Sajewicz /Pekin /nyg

fot. east news

IAR