Po piłkarskich Mistrzostwach Świata w Meksyku, Zbigniew Boniek wypowiedział pamiętne słowa, że reprezentacja Polski przez najbliższe 20 lat nie będzie w stanie zakwalifikować się do żadnej wielkiej imprezy. „Klątwa” trwała 16 długich lat, a przerwał ją dopiero awans ekipy Engela na azjatycki Mundial. Sam Boniek uważa jednak, że za słabością naszego futbolu nie stała jednak klątwa, a brak profesjonalnego podejścia do gry w reprezentacji i… alkohol.


piłka nożna, uefa, platini, boniek, wisła, puchary, lech
Boniek uważa, że polską piłkę niszczyły alkohol i brak profesjonalizmu, Fot. eastnews

Zdaniem byłego zawodnika Juventusu Turyn, problemy zaczęły się, gdy do głosu zaczęli dochodzić młodzi zawodnicy, którzy co prawda mieli ogromny talent do futbolu, ale mieli zbyt trudne charaktery, przez co selekcjonerzy nie byli w stanie nad nimi zapanować:

> Na pewno nie była to żadna klątwa. W 1986 roku odchodzili z reprezentacji pewni ludzie, którzy troszczyli się o nią, nadawali jej pewien rys klubowy. Było wiadomo, kto stoi na bramce, kto gra w obronie – i tak dalej. Do głosu zaczynała dochodzić młodzież, dobra, uzdolniona, ale jednak widać było, że ciężko będzie nad tą młodzieżą zapanować. Nie sądziłem jednak, że skala kryzysu będzie aż tak wielka. Przecież od drugiej połowy lat 80. Polska miała świetnych zawodników – że wymienię tylko Wdowczyka, Kubickiego, Prusika, Tarasiewicza, Urbana, Ziobera, Dziekanowskiego, potem Koseckiego, Kowalczyka – cytuje „Zibiego” portal Weszlo.com.

Boniek dodał, że największym problemem były jednak nie sama zmiana pokoleniowa i charaktery zawodników, ale brak profesjonalnego podejścia do gry w biało-czerwonych barwach oraz… alkohol, który był wówczas nieodłączną częścią zgrupowań:

> Problem polegał na tym, że tą reprezentacją nie miał kto zarządzać, wszystko coraz bardziej opierało się o bar, a nie o boisko i ciężką pracę. Po meczu z Irlandią, za trenera Łazarka, powiedziałem mu grzecznie: – Dziękuję, do widzenia, to już mi nie sprawia przyjemności. Bo wtedy to jak do kolacji wziąłem kawę, to zostałem sam.

Jeden z najlepszych piłkarzy w historii polskiego futbolu dodał, że nie ma nic złego w tym, że grupa dorosłych ludzi chce się nieco zabawić, ale podkreślił, że w pewnym momencie doszło do zaburzenia hierarchii wartości i organizowanie czasu wolnego odbywało się ze szkodą dla występów na boisku.